Już zamierzałem do niego pomachać, gdy ten rozpłynął się w powietrzu.
Wystarczyło tylko mrugnąć, a ten gdzieś zniknął. Westchnąłem i
przyłożyłem dłoń do czoła.
- Na serio... - Mruknąłem pod nosem.
Stwierdziłem, że chcę naprostować tę sprawę. Może mnie nienawidzić i nie
chcieć ze mną gadać. Ale nie będzie mnie traktować jak jakąś chorobę.
Mógł mnie nazywać cholerą, ale nią nie byłem. Co prawda zabiłem tam
kilka(dziesiąt) osób, ale nie byłem bakterią.
Zrobiłem smutną minę i poszedłem w stronę miejsca, gdzie zniknął
wilkołak. W powietrzu pozostał jeszcze jego zapach, więc powoli
poszedłem kierując się tym. Doszedłem do jakiegoś... garażu? Nie byłem
pewien. Wszedłem do środka i się rozejrzałem, szukając wzrokiem
wilkołaka, z nadzieją, że nie oberwę żadnym kluczem.
(nie bij :c)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz