Pierwsze kilka dni w tym mieście były pełne nowości, irytujących ludzi i
ciekawostek. Jak gdyby chcąc mi to wynagrodzić, było to też spore
źródło krwi. Niemalże wszędzie szwendali się zwykli ludzie, bezdomni,
wilkołaki i inne wampiry. Nigdy nie pogardziłem posiłkiem nawet z
przedstawicieli własnej rasy. Byłem właściwie uzależniony od krwi, no
ale każdy od czegoś jest.
Szedłem właśnie jakimś lasem, gdyż zawsze mnie odprężały takie spacery.
Uwielbiałem świeże powietrze szczególnie, że dawało to wiele okazji na
spotkanie kogoś nowego. I się nie zawiodłem. Przed sobą zauważyłem jakiś
ruch, choć z tej odległości, mogła to być nawet sarna. W czasie jednego
bicia serca, znalazłem się bliżej i już byłem gotowy zaskoczyć tę
osobę, nawet jeśli okaże się łosiem. Jak zawsze miałem na sobie kaptur i
maskę, i byłem ciekawe się jak zareaguje nieznajomy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz