Byłem zawiedziony tym, że te tak po prostu odszedł. Kręciłem się po
lesie i szukałem sobie jakiegoś zajęcia. Nauczyłem się ostatnim razem,
że podążanie za wilkami kończy się na ciągłym bawieniu się w ich niańkę,
bądź na ranach cielesnych. Jak dotąd trafiłem na dwa wilki. Zero
swoich. Może to na serio jest tylko ich teren. Nie wiem.
Nagle zauważyłem kogoś między drzewami. Byłą to ta sama osoba co
wcześniej, lecz teraz miała coś ze sobą. Zaczął za nim podążać i gdy był
blisko niego, lecz na bezpiecznej odległości zapytał. - Zamierzasz się
zabić tą ilością alkoholu? Wiesz... są lepsze sposoby na śmierć. Mogę
potowarzyszyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz