Nie wiem czy podążyłem za dziewczyną z ciekawości, czy też po to, by
nauczyć ją, że nie powinno się mnie ignorować. Ale czy to ważne?
Najważniejsze jest to, że zrobiłem to i byłem mile zdziwiony, gdy
wszedłem na jakąś łąkę. Na trawie leżała ta sama co wcześniej, krwawiąca
osoba.
Powoli do niej podszedłem i zatrzymałem się zaledwie kilka centymetrów
od jej ciała. - Hej. - Wbiłem czubek stopy w jej żebra, z nadzieją, że
ją to obudzi. - Ależ ty jesteś słaba. - Westchnąłem i nachyliłem się nad
bezbronną wilczycą. - Jak tak tu będziesz leżeć, to ktoś może to
wykorzystać. - Oznajmiłem, w pełni świadom, że rozmawiam z nieprzytomną
osobą.
Ściągnąłem z twarzy maskę. Wisiała teraz luźno na mym gardle, a ja
palcem dotknąłem jej rany, brudząc tym samym opuszki palców jej krwią.
Przyłożyłem palce do ust i zlizałem czerwoną ciecz.
- Ugh. Obrzydliwie smakujesz. - Stwierdziłem. - Ciekawe czy ty też sama z
siebie się leczysz... - Zamyśliłem się, lecz i to szybko minęło.
Zatamowałem krew, by nie irytowała mnie po drodze i podniosłem
nieruchome ciało. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę swego domku.
Spacer oczywiście nie minął długo. Prócz okazjonalnych gapiów,
obserwujących nas, lecz nie interweniujących, nic na drodze nie stało.
Otworzyłem jakoś drzwi i wszedłem do środka. Bez zdejmowania butów czy
innych, poszedłem do swego pokoju, gdyż był najbliżej, i położyłem
nieznajomą na miękkim materacu. Jak zwykle pokój wypełniała ciemność,
gdyż okna były zasłonięte, choć na dworze i tak się już mniej więcej
ściemniło. Spore łoże wypełniało średni pokój, a samotne meble opierały
się o szarą ścianę, komponującą się z czarną podłogą z drewna. Dopiero
teraz zamierzałem w pełni zająć się raną, nie pewien, czy ta dalej
widnieje na jej ciele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz